szczególnie niebezpieczne są filmy, które składają się z nadzienia mdłego, banalnego, czasem wręcz kiczowatego, lecz które mają lepiej lub gorzej ozdobioną przykrywkę (co ważne, potrafi ona nieraz wynagrodzić braki w treści, jak w moim skądinąd ukochanym “Foreście”*); na poczekaniu mogę wyliczyć - już na pewno nie tak dobre - różne “efekty motyla”, “siedem dusz”, “gran torino”, romansidła wszelakie; btw z muzyką jest troszkę podobnie
o ile nie mają one aspiracji moralizujących, jest ok, gorzej gdy pragną nawracać i być “takim dobrym kinem”; filmy stają się groźne, bo są hołubione przez miliony i przyjmowane bezkrytycznie. Niech i tak będzie, byle to opakowanko nie było patetyczne, a porządnie zbudowane z dobrych zdjęć, muzyki i dialogów; ot taki “chłopiec w pasiastej pidżamie” na przykład, wg użytkowników filmwebu 32 najlepszy film świata (;p). Obraz znieczulony do granic możliwości, logiczny i prosty jak budowa cepa; z przesłaniem oczywiście, jak najbardziej jakżeby inaczej ale nie za trudnym, bo to widzowi pozwala się poczuć like a boss z mózgiem ogarniającym te wszystkie wojenne dylematy, problemy i wyszukane symboliki (tatuś ukarany ‘przez syna’! patrzcie, los jest sprawiedliwy, jak kuba bogu); próbowałam sobie wyobrazić taki temat podjęty np. przez Smarzowskiego lub Skolimowskiego, co niestety tym bardziej uwydatniało cukierkowość nie tylko scenerii obozu, ale i całej rzeczywistości wojennej; no i jeszcze ta przewidywalno-nieprzewidywalna końcówka, jakoś ostrością wyrazu nie przystająca do reszty filmu, choć mimo wszystko go dopełniająca (co czasem dodaje filmowi geniuszu, tutaj wydaje się to raczej zręcznym chwytem reżyserskim - za serce)
nie lubię jak się widz po prostu poruszy i ocenia całość dzieła tylko przez ten pryzmat. nie tak powinno być.
nie stawiam się ponad, film jest przyzwoity, a ja ostatnio stałam się dość niewymagającym widzem. Zdjęcia były ładne i kolorki (szczególnie kolorki!), i muzyczka też przyjemna, choć trochę z innej bajki, jak w filmie przyrodniczym albo “Marzycielu” jakimś, narracja prowadzona wartko i z wyczuciem, dość przekonujący portret chłopca, no i przecież ta dwuznaczność tytułu [ach, tak]. I choć przyzwoicie nakręcony, co już jest w tych czasach pewnego rodzaju standardem, film tylko umocnił mnie w przekonaniu, że jednak najważniejszy jest scenariusz i sposób jego przedstawienia przez reżysera [mimo że jestem ogromnym fanem formy i warstwy estetycznej, którym chyba pozostanę na zawsze]. Z drugiej strony dobrze, że ludzie wolą takie projekty od hitów polsatowych - niech to tylko nie zaślepia umiejętności odróżnienia wykalkulowanej paczki od dzieła o bardziej wyszukanym smaku, może trudniejszego do przetrawienia, ale dającego większą satysfakcję na każdej płaszczyźnie, do którego chce się wracać by je odkrywać na nowo. naprawdę niech sobie każdy ogląda co lubi, byle pamiętać o ogromnych możliwościach sztuki filmowej, które w takich obrazach naprawdę - mimo pozorów - nie są w pełni wykorzystane.
jeśli chodzi o przesłanie, nie może być ważniejszego niż tu. ale jeśli chodzi o formę, chyba lubię jednak na brutalnie, chamsko i wprost. przy ciężkich tematach bez znieczulenia i odpowiedzi.
ot tak tak ot
*waham się nad tym zdaniem
-napisane na szybko wypocinki na kolanie DLA MNIE zaraz po seansie, do edycji bo jest trochę bledów a teraz już mi się nie chce lub uzupełnienia albo kij z tym, mało jest śmieci w internecie?-